 |
13-02-2008
Tragedia za przyzwoleniem
Niewiele jest dzisiaj obrazów filmowych, które są w stanie poruszyć widza. Sytuację zdają się ratować w tym zakresie filmy dokumentalne. A i to nie zawsze się udaje... Kierownictwo telewizji publicznej kierując się niewiadomymi kryteriami umieszcza filmy dokumentalne w paśmie o tak niskiej oglądalności, że docierają one ze swym nierzadko ważnym przesłaniem do małej liczby odbiorców. A gdyby zapytać wprost dyrekcję kanałów państwowych o taki stan rzeczy, padają mgliste i utarte odpowiedzi, że w dokumentach filmowych są drastyczne sceny, których nie można pokazywać zbyt wcześnie. Ale przecież czy w kinematografii rozrywkowej takich obrazów jest mniej? Sytuacja przedstawia się zgoła odmiennie i tutaj sensacyjne „strzelanki" emituje się o godzinie, w której nawet małe dzieci nie chodzą jeszcze spać. I chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć jaki ślad w psychice dziecka, a nawet osoby dorosłej pozostawia podświadomie przemoc. Jedna z teorii komunikacji społecznej wspomina, że tyle złych przekazów, ile trafia do nas jako odbiorców, tyle samo my uzewnętrzniamy je dalej. Wprawdzie celem uzupełnienia należy dodać, że istnieją jeszcze inne teorie określające działanie przemocy w mediach na odbiorców, ale w tej sytuacji wydaje się to być marnym pocieszeniem...
|